Strona Wojciecha Biniewicza – Znajdziesz tu krótkie teksty o znaleziskach w sieci, fotografie i wpisy o podróżach.

Kocioł Bałkański

25.04.2009

Kocioł bałkański. To historyczne określenie opisujące tamten region, tkwi w ludzkich głowach po dzisiejszy dzień. Przebywając tam odnosi się wrażenie że nie jest ono bezpodstawne. Religijny i kulturowy miszmasz od zawsze tworzył mieszankę zapalną. Nawet dzisiaj podróżując po krajach byłej Jugosławii widać spustoszenia wywołane ostatnią pożogą. O ile na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się być piękną sielanką, to co jakiś czas można spotkać np.  billboardy z Generałem Ante Gotovina na tle chorwackiej flagi z napisem „Heroj a ne zlocinac”. Nie zamierzam jednak urządzać na tej stronie politycznych „wycieczek” i analiz ponieważ był to temat rzeka przynajmniej na roczną pracę z WTP 😉 … Wciąż jeszcze gdzieś trzymam na dysku politologiczny bełkot Carla Schmitta doklejany przez cały semestr do rozpadu Jugosławii 🙂

Na mojej stronie zamierzam skupić się jednak na tym co każdy może zaobserwować gołym okiem, podróżując po Bałkanach.

Zwiedzając stare miasto w Dubrowniku możemy się już z samego początku natknąć na interesującą tablicę pokazującą zniszczenia miasta podczas ostatniej wojny. Jest ona o tyle ciekawa ponieważ np. w Bośni i Hercegowinie nie do pomyślenia było by nazwaniem rzeczy po imieniu. Tam obowiązuje dziwna i zarazem trochę śmieszna poprawność polityczna (ale o tym później). Na szczęście ślady wojny na starym mieście są już prawie niewidoczne i można podziwiać piękno przyrody i architektury śródziemnomorskiej bez ograniczeń. Podróżując jednak dłużej po chorwackim wybrzeżu odnosi się dziwne, aczkolwiek przyjemne deja vu. Zadbana i jednolita architektura sprawia, że dla niewprawnego oka może się wydawać że z większej odległości Dubrownik czy Hvar to podobne miasta 😉

Udając się w kierunku przejścia granicznego z Czarnogórą w Debeli Brijeg wyraźnie widać że przyjeżdżamy do innego kraju. Jeszcze przed przejściem (aż żałuję że nie zrobiłem tam zdjęcia) na zielonej trawce wśród znaków drogowych wita nas… pasąca się tam krowa. Taki lokalny folklor. Gorszym folklorem jest jednak styl pracy czarnogórskich pograniczników. Niezrażeni jednak ich flegmatycznym podejściem i opłatą ekologiczną 10 Euro (o tym za chwilę) przekraczamy wymarzoną granicę. I tu spotyka nas kolejne zaskoczenie. Mapa Czarnogóry  która pokazuje zaszeregowanie dróg może zostać włożona między bajki. O ile drogi krajowe (oznaczone na czerwono) odpowiadają jeszcze jako tako wyobrażeniom polskich dróg, to drogi lokalne (teoretycznie oznaczone na żółto) nie różnią się niczym od duktów leśnych. A i te są u nas lepszej jakości niż czarnogórskie drogi. Istne safari… Kolejną rzeczą która zaskakuje kierowcę jest ciągłe używanie klaksonu przez innych użytkowników drogi. Czarnogórcy trąbią bo coś się dzieje, bo nic się nie dzieje, bo coś im się podoba lub nie, albo zgoła zupełnie bez powodu. Również podejście do przepisów jest dość luźne. Tylu aut jeżdżących bez rejestracji (jakiejkolwiek – ani za szybą, ani z przodu, ani z tyłu) nie widziałem w żadnym kraju. Wymuszanie pierwszeństwa jest na porządku dziennym. Autem można przewieźć wszystko, a jak towar się majta na zakrętach to zawsze można go przywiązać za… rogi.

Jak już wspomniałem na dzień dobry od każdego przyjezdnego auta inkasują po 10 Euro opłaty ekologicznej. I nie było by nic w tym dziwnego, gdyby nie „ekologiczne” auta należące do tamtejszych kierowców. Na szosach niepodzielnie królują 20 letnie Kadetty i Golfy. Bardzo częstym widokiem jest 20 letnia Zastava, Yugo, pordzewiałe Lady w leciwym wieku – walące niebieskim dymem z rury wydechowej. Więcej oleju spalają niż wycieka z silnika… I gdzie tu ekologia? 🙂 W czasie podróżowania w zasadzie trzeba tylko uważać na dwie rzeczy: na drogi i stacje paliw. Benzyna sprzedawana tam bowiem ma niesamowite właściwości chemiczne (!) Nawet na firmowych stacjach wchodzi jej więcej aniżeli wynikało by to z pojemności baku twojego auta 🙂 Ku mojemu wielkiemu zdumieniu nadal mam nadzieję że kantują tylko na ilości a nie jakości… Skoro jednak do miejsca przeznaczenia dotarłem, zatem da się jeździć na tamtejszym paliwie 🙂

Na wybrzeżu znajdziemy sporo miejsc z historią. Po zwiedzeniu kilku (podobnie jak w Chorwacji) odnosi się jednak wrażenie że wszystkie są podobne do siebie. Za to piękno gór i przyrody urzeka. Zatoka Kotorska, Perast to wg. mnie jedno z najpiękniejszych miejsc na Bałkanach.

Droga do Mostaru

Przekraczając granicę z Bośnią i Hercegowiną w miejscowości Metković przeżywamy miłe zaskoczenie. Kontrola graniczna trwa dosłownie kilka chwil; sprawdzenie paszportów, zielonej karty, miły uśmiech policjantki i jedziemy. Zaskoczeni jesteśmy jakością dróg i obecnością drogowskazów (w przeciwieństwie do lokalnych dróg w Czarnogórze). Lokalna społeczność nie trawi jedynie cyrylicy (i ta część jest niemal zawsze zamazana sprayem na drogowskazach). W pierwszym momencie zaskakują mnie porwane chorwackie flagi wiszące na kablach nad drogą. Niestety nie byłem w stanie zrobić tym nielicznym już zdjęcia. Zaintrygowany, sprawdziłem jednak, że były to jeszcze flagi Chorwackiej Republiki Herceg-Bośni… aż dziwne że przetrwały tyle lat od zakończenia wojny. Do Mostaru dojechaliśmy dosyć szybko. Nie mieliśmy tylko lokalnej waluty. Na szczęście Euro jest tam traktowane jak drugi środek płatniczy i nie było żadnego problemu z pieniędzmi. Od zakończenia wojny praktycznie większość budynków starego miasta zostało odbudowanych. Neretwa przepływająca przez miasto zachwyca swoim przepięknym kolorem i wartkim nurtem. Ze starego mostu przy ogólnym aplauzie turystów lokalne urwisy skaczą do wody. Wszystko obok tablicy „DONT FORGET”. W przewodniku kupionym na miejscu, dużo miejsca poświęca się tragedii tego miasta. W książkach jednak znajdujemy zaskakująca i kuriozalną poprawność polityczna. Nie nazywa się po imieniu walczących stron, nie mówi się o konkretnej narodowości. Pada tylko określenie o „sługach sił zła”… jakby nie walczyli tam Serbowie, Bośniacy i Chorwaci tylko Luke Skywalker z siłami zła Lorda Vadera. Z naszej perspektywy wydaje się to aż groteskowe i politycznie nadpoprawne, z drugiej strony wyrządzono tam tyle zła, że pewnie ludzie wolą nie jątrzyć ran dnia wczorajszego.

Dodaj komentarz